Co zabiło kowala Władysława?

Pan Władysław, kowal z miejscowości Danowskie, w gminie Nowinka. to był silny chłop, „Jak dąb”, mówili o nim sąsiedzi. Spłodził trzech synów, zasadził trzy hektary lasów i postawił trzy domy.  Przy czwartym go pochowali. 

Wszystko zaczęło się, kiedy synowa Aurelia, żona najstarszego z synów, niezbyt ładna, ale za to chętna na grubego Jaśka, zaszła w ciążę. Odbiło jej, mruczał kowal Władysław, kiedy zamawiała u niego kutą kołyskę. Zrobił im już żelazne łoże, szafki nocne i bramę. Ale, żeby dziecko bujać w czarnym metalu, kto to widział? Chciał nie chciał, wziął się jednak za robotę, bo dość miał gdakania nad głową,  że ona pójdzie do miastowego kowala. A i spokojniejszy był, że mu jakiś czort kołyski nie przechrzci.

Wesolutki wnusio

I kiedy w słoneczne, majowe południe urodził się Władysław junior, kowal pił przez tydzień – żadna z synowych nie wydała wcześniej na świat syna. I choć ładne i sprytne miał wnuczki, marzył o następcy, bo wydumał sobie, że wnukowi przekaże królestwo kowalskie. Jak wytrzeźwiał postanowił, że dom kolejny wybuduje, bo młody Władysław musi mieć własny, w którym miejsce i na warsztat będzie, i na telewizor plazmowy, i na basen.  Junior tymczasem rósł jak na drożdżach, rechotał głośno i jadł wszystko, co na drzewo nie uciekało. Tłuściutki, wesolutki wnusio i jak szybko rośnie! – chwalił się kowal Władysław.

Piorun w gości idzie

Po roku mały Władzio przeżył pierwszą w swoim życiu burzę. Chodził już o własnych siłach od tygodnia, zawsze wesolutki i nienażarty, ale jak usłyszał grzmoty, paluch w buzię, za kołyskę złapał i dawaj ją bujać. Drzeć się zaczął w niebogłosy, rodzina cała się zbiegła, dziadek go na ręce schwycił i przytulił. Jednak błysk sparaliżował chłopca, który zesztywniał, zaczął toczyć pianę, a z jego oczu piorun wyleciał. Dziadek uchylił się w ostatniej sekundzie, więc piorun po pokoju się chwilę miotał i wylądował w kołysce. Władzio usnął natychmiast. Od tego czasu zawsze podczas burzy działy się takie rzeczy, więc po pewnym czasie nikt się już nie dziwił, a kiedy zbierały się czarne chmury, kowal Władysław mówił: O, piorun w gości idzie.

Szatańska pieczęć

I tak pewnie byłoby do dzisiaj, gdyby nie nowy dom. Rósł razem z Władziem, jak grzyb po deszczu, wszyscy się w okolicy dziwili, że tak szybko. Wszystko w nim miało być ekologiczne – żadnych żelaznych  mebli, tylko drewno z władzinego lasu, naturalne farby, woda ze źródła i słoma. Kiedy Władysław rozpoczął ostatnie prace na dachu nadciągnęła gwałtowna burza.

Zaczął natychmiast schodzić, słysząc już ryk wnusia, poślizgnął się jednak na mokrej papie. W ostatniej chwili złapał się mocno drabinki. I właśnie wtedy uderzył piorun. Prosto w kowala Władysława. Dziadek zginął na miejscu, a na jego czole został dziwny znak, który miejscowa szeptucha rozpoznała jako szatańską pieczęć.

Czy junior żyje?

Kowal Władysław pochowany został w ogrodzie nowego domu, podług ostatniej woli: chciał zostać z wnukiem. Po jego śmierci rodzina podupadła najpierw finansowo, potem na  zdrowiu, aż po kolei poumierali synowie: Tadeusz, Stefan i gruby Jasiek – tata Władzia, potem ich żony i córki.

Władysław junior nigdy nie został kowalem, sprzedał wszystkie domy, lasy i zniknął. Mieszkańcy Nowinki mówią, że kiedy nadciąga burza widzą postać dziecka, które trzyma paluch w buzi i buja czarną kołyską. Czarną, pięknie wykutą w leśny ornament.

Pytania

Czy junior był dzieckiem szatana? Czy zabił swojego dziadka? Czy tak bardzo nie chciał zostać kowalem, a może ekologiczny dom mu się nie podobał? A może młody Władysław nic złego nie zrobił, a jego dziadka zabił zwyczajny piorun?

Jeżeli znasz odpowiedź – napisz do mnie. Może znasz ciekawe, straszne, mroczne historie i chcesz je opowiedzieć? Zapraszam!

JoanaTru

(Visited 39 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider